Jesteśmy snem

jestesmy snem    Jesteśmy snem pierwszy raz zostało wydrukowane w 1971 roku i nie odniosło spektakularnego sukcesu. Przyczyn może być wiele: począwszy od konkurencyjnych powieści Philipa K. Dicka, które traktowały o problemie rzeczywistości, a skończywszy na tym, że fabuła recenzowanej powieści nie jest oryginalna. Ba, czasem nawet przewidywalna…

    George Orr ma niesamowitego pecha – jego sny urzeczywistniają się. Chłopak jest przerażony i stara się to zjawisko. Przez nadużywanie leków trafia na tzw. dobrowolną terapię, gdzie doktor William Haber próbuje dowiedzieć się, na czym polega zaburzenie nowego pacjenta. Wkrótce odkrywa, że jego pacjent nie jest chory psychicznie. Jego sny naprawdę się spełniają. Z taką wiedzą, drHaber zaczyna wykorzystywać umiejętność chłopaka. Jak się skończy ta historia? Jeśli jesteście tego ciekawi – sięgnijcie po lekturę. Jednak moim to słaba powieść i niewiele stracicie nie czytając jej. A jeśli nie chcecie tracić czasu na słabą powieść, to niewiele tracicie.

    W odróżnieniu od wcześniejszych książek, z jakimi miałam okazję się zapoznać, ta wydaje się standardową science fiction tak w fabule, jak i w nastroju, który stwarza styl autorki. Nie mamy tu wybitnych scen miłosnych, opisów, które by szczególnie zaznaczały romantyczność. Po prostu mamy podany na tacy świat, w którym istnieje jakiś problem. Bohaterowie, sceneria, wszystko – powieść nieodróżniająca się w tłumie. Jedyne co, to czasem błyśnie poczucie humoru.

    Każdy z jedenastu rozdziałów zaczyna się filozoficznym cytatem. Z reguły jest to Zhuangzi albo Laozi, choć nie brakuje… Wiktora Hugo, od nazwiska którego wzięła się jedna z najbardziej prestiżowych nagród literackich w świecie fantastyki. Choć Jesteśmy snem nie jest nią nagrodzona, to właśnie na niego w cytatach szczególnie zwróciłam uwagę. I przez to, że są one w tej powieści zamieszczone, to ma się wrażenie, że autorka próbuje nam coś przekazać. Ale co? Czy morał jest podany na tacy?

    Nie mamy do czynienia ze skomplikowaną fabułą. Tu jest jakby jeden wątek umieszczony w konkretnym uniwersum, które mimowolnie kojarzyło mi się z Deus Irae Philipa K. Dicka. Tak, rzeczywistość w Jesteśmy snem jest wyniszczona różnymi nieszczęściami, które ludzkość sama sobie zgotowała. Akcja toczy się szybko, choć na początku mam wrażenie, jakby kilka scen zostało wyrwanych, ale na szczęście są to fabularnie nieistotne szczegóły, o których faktycznie wystarczy tylko gdzieś wspomnieć. Ktoś może zapytać: ale jak to, prosta książka i przesłanie? Ano, jest to możliwe, szczególnie z przypadkiem George’a Orra, gdzie występują manipulacje rzeczywistością. I one znów mi się skojarzyły z Philipem K. Dickiem. Nie posądzam Ursuli o jego naśladownictwo, bo w tamtych czasach twórca Ubika raczej nie był poważanym autorem. Tak czy inaczej, zawarła ona w swej powieści pytanie: czym jest rzeczywistość? Snem, jawą, a może jeszcze czym innym? Jeśli przyjmiemy, że każdy wywiera pewne piętno na świat, to interpretacja tego faktu poprzez fabułę Jesteśmy snem jest interesująca.

    Ostatecznie książkę oceniam 6/10, bo jej styl pisania i fabuła nie odrzucają od niej czytelnika. Widać, że autorka tworząc ją miała jakąś myśl, dość prostą i po prostu ją słownie wyklarowała na 223 stronach. Jednak czytało mi się ją wolno, wciąganie dopiero poczułam po ponad połowie powieści. Idealna do herbaty czy do jazdy w komunikacji miejskiej. Ani nie zapada w pamięć, ani nie wywołuje jakiś specjalnych odczuć. Cokolwiek by to nie było, autorce nie wyszła zabawa z czytelnikiem, igranie z rzeczywistością. A już na pewno nie robi ona wrażenia na dojrzałym czytelniku literatury fantastycznej czy choćby tylko fanie książek Philipa K. Dicka. Przykro mi, że się zawiodłam na tak zacnej autorce, ale pociesza mnie fakt, że Słowo las znaczy świat podobno jest o wiele lepszą pozycją i mam ją przed sobą.

Autor: Ursula K. Le Guin

Tytuł: Jesteśmy snem

Wydawnictwo: Phantom Press International 1991 (Amber)

Ilość stron: 224

Gatunek: science fiction

Ocena: 6/10